środa, 28 września 2016

Pierwsze spotkanie z Dietetykiem.



Był 29 maja 2016 roku. Bardzo bałam się tej wizyty. Byłam świadoma, że po raz pierwszy będę musiała komuś powiedzieć o tym jak się odżywiam. To było proste. Wiedziałam, że odżywiam się niezdrowo. Podejrzewałam, że w mojej diecie jest za dużo cukru i innych pustych kalorii.

Miałam z tyłu głowy wizytę u Internisty, która także zaleciła mi stracić kilka kilogramów, gdyż ciągle mdlałam i miałam stan przedcukrzycowy.

Skoro się powiedziało A, trzeba i powiedzieć B. Podobno raz podjętej decyzji się nie zmienia w przypływie wątpliwości.

Spotkanie tak jak się spodziewałam nie było lekkie. Musiałam się zmierzyć z tym co trudne. Trwało około 4 godzin. Miałam to szczęście, że odbyło się u mnie w domu. Atmosfera  była bardzo przyjazna, co nie zmienia faktu, że stresująca.
Widziałam, że chcę podejść do tego wszystkiego bardzo na poważnie. To nie miało być spotkanie dla samego spotkania. To miał być czas, który miał przynieść konkretne zmiany w moim życiu.

Od następnego dnia zdecydowałam się wprowadzić nowe zasady żywienia plus aktywność fizyczna.

Kilka zasad, które po tym spotkaniu chciałam wprowadzić w życie:

  1. Jem śniadanie najpóźniej godzinę od przebudzenia się.
  2. Nie używam cukru i soli.
  3. Jem owoce i warzywa codziennie.
  4. Aktywność fizyczna: na początek 30 min spaceru dziennie.
  5. Nie kupuję, ale także nie jem słonych przekąsem i słodyczy.
  6. Zdrowe mięso.
  7. Jem pieczywo na naturalnym zakwasie.
  8. Nie poddaje się i jestem systematyczna.
Kto ma odwagę do marzeń, ten ma siłę do walki. 
 Do boju!

wtorek, 27 września 2016

Trochę historii, czyli jak się wszystko zaczęło....


Zawsze było mnie za dużo. Ostatnio o dużo za dużo... Aż w maju 2016 roku się przestraszyłam. Myślałam, że ważę dużo mniej. Ale musiałam stanąć w prawdzie. Nie wierzyłam, że to naprawdę ja. Przy wzroście 165 cm moja waga wskazywała 110 kg. Doszło do tego, że ubrania musiałam kupować w rozmiarze 50 a nawet 52.



Wprawdzie byłam świadoma, że przyczyniły się do tego w jakimś stopniu moje problemy zdrowotne, aczkolwiek dla mnie to nie był jakikolwiek argument. Musiałam schudnąć. Tylko nie wiedziałam jak. Zawsze uważałam, że nie dam rady, że jestem za słaba, nie wierzyłam w swoje możliwości. I dlaczego teraz miało by się niby udać.

Jakieś pół roku wcześniej byłam w Zakopanem. I razem z grupką znajomych trochę łaziliśmy po górach. To był mój pierwszy raz w górach. Zaczęłam odczuwać duży dyskomfort najpierw fizyczny. Tłumaczyłam to sobie, jak i wszystkim dookoła, że to dlatego, że pierwszy raz, że jestem nieprzyzwyczajona, ale gdzieś z tyłu głowy pojawiała się myśl, że to  z powodu tego ile ważę. Wtedy też miałam dosyć trudną dla mnie rozmowę o swoim wyglądzie. Bardzo ją przeżyłam... Uważałam, że nic się nie da zrobić.

I właśnie w maju 2016 roku odwiedził mnie mój znajomy ze swoją dziewczynę. Na koniec długiej rozmowy towarzyskiej, jak już wychodzili okazało się, że Ona kończy magisterkę z dietetyki.

To był odruch. Zapytałam się czy mogłybyśmy się spotkać. Ona się zgodziła.

29 maja 2016 odbyło się nasze pierwsze spotkanie. Rozmowa, które z perspektywy dnia dzisiejszego zmieniła dużo, jak nie wszystko.

Jak ona przebiegła? O tym w kolejnym poście.

Tak zwany pierwszy post :)


Przyszedł czas na pierwszy post. Jestem Aneta i mam 28 lat i mieszkam w Krakowie.

Nad założeniem tego bloga zastanawiałam się co najmniej dwa miesiące. W związku  z tym, że teraz mi okoliczności sprzyjają podjęłam decyzje i oto jest.

Zastanawiasz się co tu znajdziesz? Chcę pisać o mojej codziennej walce i o moich zmagań ze słabościami. Dokładniej o moją lepszą ja w kontekście fizycznym. Tak, to będzie blog o odchudzaniu. A raczej odpowiednim zwrotem jest, że będę tu pisać o nauce nawyków zdrowego odżywiania. Nie lubię nazywać tego dietą, bo dieta jest na chwilę. A nawyki chciałabym by pozostały dużo, dłużej. I zmieniły moje życie.

Rozgość się i korzystaj z tego co tu znajdziesz.... :)