wtorek, 27 września 2016

Trochę historii, czyli jak się wszystko zaczęło....


Zawsze było mnie za dużo. Ostatnio o dużo za dużo... Aż w maju 2016 roku się przestraszyłam. Myślałam, że ważę dużo mniej. Ale musiałam stanąć w prawdzie. Nie wierzyłam, że to naprawdę ja. Przy wzroście 165 cm moja waga wskazywała 110 kg. Doszło do tego, że ubrania musiałam kupować w rozmiarze 50 a nawet 52.



Wprawdzie byłam świadoma, że przyczyniły się do tego w jakimś stopniu moje problemy zdrowotne, aczkolwiek dla mnie to nie był jakikolwiek argument. Musiałam schudnąć. Tylko nie wiedziałam jak. Zawsze uważałam, że nie dam rady, że jestem za słaba, nie wierzyłam w swoje możliwości. I dlaczego teraz miało by się niby udać.

Jakieś pół roku wcześniej byłam w Zakopanem. I razem z grupką znajomych trochę łaziliśmy po górach. To był mój pierwszy raz w górach. Zaczęłam odczuwać duży dyskomfort najpierw fizyczny. Tłumaczyłam to sobie, jak i wszystkim dookoła, że to dlatego, że pierwszy raz, że jestem nieprzyzwyczajona, ale gdzieś z tyłu głowy pojawiała się myśl, że to  z powodu tego ile ważę. Wtedy też miałam dosyć trudną dla mnie rozmowę o swoim wyglądzie. Bardzo ją przeżyłam... Uważałam, że nic się nie da zrobić.

I właśnie w maju 2016 roku odwiedził mnie mój znajomy ze swoją dziewczynę. Na koniec długiej rozmowy towarzyskiej, jak już wychodzili okazało się, że Ona kończy magisterkę z dietetyki.

To był odruch. Zapytałam się czy mogłybyśmy się spotkać. Ona się zgodziła.

29 maja 2016 odbyło się nasze pierwsze spotkanie. Rozmowa, które z perspektywy dnia dzisiejszego zmieniła dużo, jak nie wszystko.

Jak ona przebiegła? O tym w kolejnym poście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz