Zawsze było mnie za dużo. Ostatnio o dużo za dużo... Aż w
maju 2016 roku się przestraszyłam. Myślałam, że ważę dużo mniej. Ale musiałam
stanąć w prawdzie. Nie wierzyłam, że to naprawdę ja. Przy wzroście 165 cm moja
waga wskazywała 110 kg. Doszło do tego, że ubrania musiałam kupować w rozmiarze
50 a nawet 52.
Wprawdzie byłam świadoma, że przyczyniły się do tego w
jakimś stopniu moje problemy zdrowotne, aczkolwiek dla mnie to nie był
jakikolwiek argument. Musiałam schudnąć. Tylko nie wiedziałam jak. Zawsze
uważałam, że nie dam rady, że jestem za słaba, nie wierzyłam w swoje
możliwości. I dlaczego teraz miało by się niby udać.
Jakieś pół roku wcześniej byłam w Zakopanem. I razem z
grupką znajomych trochę łaziliśmy po górach. To był mój pierwszy raz w górach.
Zaczęłam odczuwać duży dyskomfort najpierw fizyczny. Tłumaczyłam to sobie, jak
i wszystkim dookoła, że to dlatego, że pierwszy raz, że jestem
nieprzyzwyczajona, ale gdzieś z tyłu głowy pojawiała się myśl, że to z powodu tego ile ważę. Wtedy też miałam
dosyć trudną dla mnie rozmowę o swoim wyglądzie. Bardzo ją przeżyłam...
Uważałam, że nic się nie da zrobić.
I właśnie w maju 2016 roku odwiedził mnie mój znajomy ze
swoją dziewczynę. Na koniec długiej rozmowy towarzyskiej, jak już wychodzili
okazało się, że Ona kończy magisterkę z dietetyki.
To był odruch. Zapytałam się czy mogłybyśmy się spotkać. Ona
się zgodziła.
29 maja 2016 odbyło się nasze pierwsze spotkanie. Rozmowa,
które z perspektywy dnia dzisiejszego zmieniła dużo, jak nie wszystko.
Jak ona przebiegła? O tym w kolejnym poście.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz